ItalianoHrvatskiEnglishFrançaisDeutchEspañolPortuguesePo PolskuSlovakia     

 

Slaven

Nazywam się Slaven i pochodzę z Chorwacji. Jestem szczęśliwy, że zostałem wybrany przez Pana aby kontemplować i świadczyć o Jego zmartwychwstaniu poprzez swoje odrodzone we Wspólnocie Cenacolo życie.
Pochodzę z rodziny, która dała mi wiele uczucia. Moi rodzice starali się nie dopuścić, aby mi i mojej siostrze brakowało czegoś, tak jak wtedy, gdy oni byli dziećmi. Mieliśmy wiele rzeczy i pieniędzy. Przypominam sobie dużo pięknych momentów, wartości, które mi rodzice przekazali, tym niemniej od dziecka zawsze mi było mało. Brakowało mi ciągle czegoś i nie potrafiłem znaleźć prawdziwej radości. W mojej rodzinie nie modliło się, ani nie rozmawiało o Bogu, nie mówiąc już o chodzeniu do kościoła,
I tak, pomimo, że byłem jeszcze bardzo młody, zacząłem oddalać się od rodziny, którą obwiniałem za wszystkie moje problemy. Jako, że między moimi rodzicami dochodziło do napięć i widziało się ich trudności, czułem, że nie mogę u nich szukać pewności i szczęścia. Zacząłem więc szukać gdzie indziej. Będąc przyzwyczajony do posiadania wszystkiego co chciałem, byłem niezdolny do poświęcenia. Chciałem wszystko i od zaraz. Wewnątrz mnie bardzo cierpiałem i czułem się rozdarty. Z jednej strony pragnąłem być dobrym człowiekiem, pomagać innym i znaleźć prawdziwy sens życia, z drugiej jednak strony byłem bardzo pogubiony, bo nie wiedziałem ani dokąd iść, ani co robić. Tak zacząłem ukrywać swoje prawdziwe uczucia i wrażliwość, których się wstydziłem i bałem. Zamiast tego zachowywałem się w sposób grubiański i powierzchowny wobec ludzi, z którymi często przebywałem i z którymi zacząłem po raz pierwszy pić alkohol i brać narkotyki.
W ten sposób rozpoczęła się i trwała przez kilka lat moja droga w dół. Wówczas byłem jednak przekonany, że bez przyjmowania na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności, moja droga była piękniejsza i ciekawsza niż innych ludzi. W pewnym momencie spróbowałem heroiny, myśląc, że nareszcie znalazłem idealne rozwiązanie na moje problemy. Nie wiedziałem jednak jak się myliłem! Po pierwszych miesiącach fałszywego szczęścia przyszły lata ciemności, samotności i fałszu. Pojawiające się od czasu do czasu pragnienie zmiany kończyło się nowym upadkiem, coraz głębszym, prowadzącym do większego fałszu i przekonania, że nie istnieje dla mnie droga wyjścia. Takie życie doprowadziło mnie do stanu, kiedy przestałem cokolwiek czuć, stawiając na pierwszym miejscu tylko i wyłącznie moją potrzebę brania narkotyków. Czasami, będąc świadomy całego fałszu i zła, w którym żyłem, wyczerpany tym wszystkim, pragnąłem umrzeć i nie obudzić się więcej.
Jednak w tej całej beznadziei Bóg widział moją desperację i przybył ze światłem do mojego życia. Pewnej nocy, gdy uratowano mnie od śmierci przez przedawkowanie, krzyczałem głośno w swoim sercu: ”Panie, jeśli istniejesz, pomóż mi! Nie chcę już dłużej tak żyć!”. To były pierwsze od wielu lat słowa prawdy. Niedługo później poznałem wspólnotę Cenacolo.
Dziękuję Jezusowi, ponieważ jeszcze przed wstąpieniem do Wspólnoty, podczas kolokwiów, które robiłem w naszym domu wspólnotowym w Varażdinie w Chorwacji mogłem poznać Matkę Elvirę.  Mimo tego, że przez wiele lat byłem zagubiony w ciemności zła, zrozumiałem, że miłość tej zakonnicy, przekazywana chłopakom w gestach, słowach, spojrzeniach, była znakiem światła i miłosierdzia Bożego. Tego dnia odczułem głęboko, że istnieje i dla mnie nadzieja i że muszę spróbować się zmienić. Wstąpiłem do wspólnoty Cenacolo mając dwadzieścia pięć lat, zmęczony fałszem i iluzjami, którymi żyłem. Od początku poczułem się jak w domu. Mimo, że przychodziło mi trudno zaakceptować sposób życia, który mi proponowano, dodawała mi odwagi wiara i nadzieja, towarzysząca innym chłopakom, idącym tą nową, dobrą drogą. Nareszcie cierpienia i wyrzeczenia zaczęły nabierać sensu: po raz pierwszy w życiu czułem radość z prostego, czystego od zła i prawdziwego życia. Mój “anioł stróż”, chłopak, który na początku zaopiekował się mną, przekazywał mi wiele miłości, miał także ze mną anielską cierpliwość. Mimo, że na początku go osądzałem, to właśnie dzięki niemu zrodziło się we mnie pragnienie bycia dobrym. Chłopaki nauczyli mnie, że modlitwa przeżyta rano w kaplicy powinna stać się podczas dnia konkretem, czymś namacalnym, że modlitwą powinno być wszystko co robię, myślę, mówię, wybieram, przeżywam. I tak mimo mojego charakteru i mojej dumy, wobec Jezusa obecnego w Eucharystii, znajduję zawsze w Nim siłę i pragnienie rozpoczynania na nowo, dziękowania, życia w prawdzie i proszenia o przebaczenie.
Po kilku latach wspólnoty zacząłem czuć, że Pan wzywa mnie do czegoś więcej. Świadomy swoich słabości i braków miałem wiele pytań i wątpliwości, które zanosiłem jednak Jemu na modlitwie. Wtedy narodziło się w moim sercu pragnienie stania się na zawsze częścią tej wielkiej rodziny, tym razem w sposób głębszy i bardziej autentyczny, dając moje życie Panu, poprzez służbę innym braciom. Doświadczenie pobytu w domu formacyjnym pomogło mi rozeznać i odpowiedzieć Bogu z radością i zaufaniem na powołanie zakonne. Momenty, które tam przeżyłem, w zwykłych, codziennych pracach, w ciszy pełnej Bożej Obecności, zbudowały nową i jeszcze bardziej głęboką relację z Panem. Dziś życie we Wspólnocie jest dla mnie wielkim darem: służę swoim życiem w jednym z domów w Polsce, gdzie mam możliwość przyjęcia wielu młodych i ich rodzin, które szukają pomocy, mogąc kontemplować to wszystko co Pan działa w sercach poprzez ducha Cenacolo. Jest to dla mnie ogromna radość!
Chciałbym podziękować bardzo Wspólnocie ponieważ mnie przyjęła i pokochała takim, jakim byłem. Dziękuję Tobie, Jezu, ponieważ jesteś miłością, miłosierdziem i przebaczeniem oraz dlatego, że wybrałeś mnie, abym był synem i świadkiem Twojego Bożego Miłosierdzia. Dziękuję Ci, Matko Boża za dar opatrzności, która każdego dnia czyni życie nowym i pięknym.

           

Print this pagePrint this page